Relacja z Madery - Dzień 1

Na Maderę lecieliśmy z przesiadką w Lizbonie liniami TAP Portugal (to ich narodowy przewoźnik). Bilet kosztował około 1000 zł. To przyzwoita cena. Tym bardziej, że nie trzeba było za nic dopłacać, na pokładzie nie był prowadzony handel obwoźny i zaserwowano nam całkiem niezłe posiłki.

Ale była też nerwówka, bo samolot do Lizbony miał prawie godzinne opóźnienie. Oficjalne wyjaśnienie - korki na europejskim niebie. W każdym razie, po wylądowaniu w Lizbonie, na przesiadkę mieliśmy 15 minut. Dobrze, że bramki (ta z której wychodziliśmy i tą do której wchodziliśmy) były obok siebie.

Lot z Lizbony na Maderę trwał zaledwie półtorej godziny. Na koniec mieliśmy okazję zobaczyć z góry pięknie rozświetlone Funchal - stolicę wyspy:

Za to lądowanie podniosło ciśnienie. Było twarde, a hamującym samolotem mocno rzucało. Ale spodziewaliśmy się tego.

Lotnisko, ze względu na wiejące tu wiatry, należy do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Do tego stopnia, że aby tu lądować, piloci muszą przechodzić specjalne przeszkolenie. Nic dziwnego, że nasz pilot został nagrodzony brawami. Dodam, że lecieli głównie Portugalczycy. Więc nie dajmy sobie wmówić, że docenienie czyjejś dobrze wykonanej pracy to obciach.

Już następnego dnia mieliśmy okazję zobaczyć na czym lądowaliśmy z nieco innej perspektywy. Okazuje się, że duża część pasa do lądowania opiera się o las kolumn.

Zbudowane w 1972 roku lotnisko miało dwa pasy o długości zaledwie 1600 metrów. W połączeniu z ciężkimi warunkami atmosferycznymi (wspomniane wiatry), doprowadziło to do kilku katastrof. Najpoważniejsza z nich, w 1977 roku, pochłonęła 131 osób - samolot wpadł do oceanu. To, i zwiększający się ruch, spowodowały kolejne rozbudowy płyty. Dzisiejszą długość, około 2.8 km, osiągnęła w 2002 roku.

Kończąc temat lotniska należy dodać, że w 2016 roku zostało oficjalnie nazwane imieniem Cristiano Ronaldo. Taksówkarz, który odebrał nas z lotniska mówił, że to była kontrowersyjna decyzja. Nawet dla kochających piłkarza mieszkańców wyspy. Ponadto, przed terminalem stoi popiersie piłkarza. Jakiś niepodobny.

109 Funchal Hostel

Czyli nasza kwatera przez 8 dni. Położona praktycznie w centrum miasta, czysta, o fajnym wystroju i z miłą obsługą.

Mieliśmy do dyspozycji spory pokój z łazienką. Do tego 2 łazienki w korytarzu i kuchnia z małym patio. Ręczniki, kosmetyki, suszarki do włosów, pralka (za 5 euro) i codzienne sprzątanie. Nieźle, biorąc pod uwagę, że był to jeden z tańszych noclegów na bookingu - około 1200 zł za 8 nocy. Wychodzi więc 50 zł za dzień za osobę.

Były pozytywy naszego hostelu, więc teraz, dla równowagi, kilka wad. Choć obiektywnie patrząc, hostel (a raczej nasz pokój), miał tylko jedną. Jego okna wychodziły na niepozorną, wąską, brukowaną ulicę, po której około 6:00 rano przetaczał się tabun samochodów i skuterów.

Hałas wykluczał dalszy sen. My i tak zrywaliśmy się o 6:00 (odpowiednik naszej 7:00) więc jakoś to przeżyliśmy. Ale i tak, w przypadku tego hostelu, lepiej wybierać pokój od podwórza.

Nocny wypad na miasto

Korzystając z tego, że po kwaterunku godzina była jeszcze młoda (23:00...), wyskoczyliśmy ze Zbychem odbyć zaślubiny z oceanem ;-) Generalnie, nie wyszło. Wszystko pogrodzone :-/