Relacja z Madery - Dzień 3
Tego dnia po raz pierwszy wędrujemy wzdłuż lewad. I to jakich. Ale najpierw...
Santana
Santana to niewielkie miasteczko położone na północno-wschodnim wybrzeżu wyspy. Można w nim zobaczyć kilka tradycyjnych chat dających wyobrażenie o tym, w jakich warunkach mieszkali tu kiedyś ludzie. Te urocze budynki z czasem stały się jednym z symboli całej wyspy.
Ten mini skansen jest położony tuż obok miejskiego ratusza. W jednym z budynków jest sklepik z pamiątkami umożliwiający przy okazji zajrzenie do jego wnętrza. Wstęp darmowy. Uwaga, w mieście znajduje się też płatny park tematyczny z bardziej zróżnicowaną ekspozycją, ale tam nie zawitaliśmy.



Co ciekawe, charakterystyczne domki można napotkać na terenie całego miasta. Niedaleko tego zaparkowaliśmy samochód. Przeczytałem na jednej stronie, że należy uważać na zaproszenia mieszkańców takich posesji. Za zrobienie zdjęcia żądają wynagrodzenia. Oczywiście wcześniej o tym nie informując.
Nazwa miejscowości, to skrót od Santa Ana czyli święta Anna - matka Maryi, babcia Jezusa.
W Santanie spędzamy jakieś pół godziny. W międzyczasie zachmurzone niebo zaczyna się przecierać. Możemy ruszać na szlak.
Lewada Caldeirão Verde - niemieccy emeryci lubią to!
Lewada ta wpisana została na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego UNESCO i uchodzi za najpopularniejszy szlak na wyspie. Na trasie przechodzi się przez przypominający dżunglę las, mija się mniejsze wodospady, pokonuje odcinki wykute w skale i kilka tuneli. Końcowe kilometry to niesamowite widoki na góry. Punkt końcowy trasy to "Zielony Kocioł" (Caldeirão Verde) - zamknięta, wąska dolinka o wysokich, pionowych ścianach, do której wpada wodospad. W skrócie - jest co oglądać.
Szlak, w tę i z powrotem, liczy około 13 kilometrów. My przeszliśmy go w około 3.5 godziny (z wszystkimi postojami), przy dość szybkim tempie. Udając się tu, warto wziąć pod uwagę, że szlak ma swoją kontynuację prowadzącą do "Piekielnego Kotła" (Caldeirão do Inferno). To dodatkowe 5.5 km (w tę i z powrotem), ale jeśli wierzyć przewodnikowi, to jedna z najbardziej fascynujących tras na wyspie. Nam jednak nie było dane się o tym przekonać :(
Szlak rozpoczyna się w Queimadas, do którego z Santany prowadzi jedna z najwęższych dróg, jakimi jechaliśmy na Maderze. Swoją drogą, zabawna sprawa - patrząc wcześniej na mapę całej wyspy, wydawało mi się, że Santanę od Queimadas dzieli większa odległość. Okazało się, że spod miejskiego ratusza były to zaledwie 4 kilometry. Wyspa jest naprawdę niewielka.
Przy Queimadas znajduje się spory parking, ale o godzinie 11:00 jest już pełny. Nam udało się przycupnąć na poboczu. Ale już 15 minut później byłby kłopot z miejscem do zaparkowania. Warto na ten szlak wyruszyć wcześniej niż my. A samo Queimadas to kilka klimatycznych budynków, w tym zabawny domek dla gęsi.



Toaleta, uzupełnienie płynów i ruszamy na szlak. Początkowo szeroki i wygodny, przez las złożony ze sporych drzew i przyozdobiony przez liczne hortensje. Kiedy pierwszy raz je zobaczyliśmy, myśleliśmy, że zostały one specjalnie posadzone. Ale nie, kwiaty te rosną tu dziko i występują powszechnie.


Po kilkunastu minutach szlak się zwęża. Pojawiają się stromizny, ciekawe miejsca i widoki na porośnięte lasem doliny. Pojawia się też największa zakała szlaków - zorganizowane wycieczki niemieckich emerytów. Wyprzedzanie takiej kawalkady jest możliwe tylko na pojawiających się co pewien czas poszerzeniach. Pocieszające, że na tego typu problemy natknęliśmy się tylko na tym jednym szlaku.


Kolejne kilometry są urozmaicane przez wykute w skale tunele. Jeden ma ponad 200 metrów. Warto było zainwestować w czołówkę.


Ostatnie 2 kilometry upływają w towarzystwie niesamowitych widoków.


Ostatecznie dochodzimy do "Zielonego Kotła". Zdjęcia nijak nie oddają klimatu tego miejsca (choć sam wodospad jakiegoś wielkiego szału nie robi ;).

Na dnie kotła jest jeziorko. Podobno można się w nim kąpać. Ale jak nietrudno się domyśleć, woda do ciepłych nie należy.
Wracamy. Droga powrotna, już bez większych przerw, zajmuje nam półtorej godziny. Zapamiętam z niej liczne mijanki na wąskiej ścieżce. Stawało się okrakiem nad kanałem, by zrobić miejsce dla idących z naprzeciwka. Naturalna organizacja, wszystko z sympatią i życzliwością. Nawet ci Niemcy budzili sympatię ;-)
Po zejściu ze szlaku wracamy do Santany na obiad. Jako że godzina jest stosunkowo młoda, ruszamy w kierunku kolejnego lewadowego szlaku.
Lewada do Rei - spacer przez park
Czyli "Lewada Królewska". Trasa prowadzi do strumienia Ribeiro Bonito ("Piękna Rzeka"), który daje początek lewadzie. Początkowy odcinek szlaku jest bardzo dobrze utrzymany, ma się wrażanie spaceru przez park. W ogóle, dużo tu ciekawej flory. Są kolorowe kwiaty i unikalny, zawsze zielony las wawrzynowy. Są też charakterystyczne punkty urozmaicające trasę. Widoki na dolinę też są podobno niezłe, ale naszej wędrówce towarzyszyło spore zachmurzenie, więc ciężko mi to ocenić. Podsumowując - szlak łatwy i relaksujący, choć bez efektu "WOW".
Szlak ma długość 10.5 km (w tę i z powrotem). Nam, przejście go szybkim tempem i bez dłuższych przerw, zajęło około 2.5 godziny. Wyruszyliśmy po godzinie 16:00. Może dlatego ludzi, których spotkaliśmy po drodze, można było policzyć na palcach jednej ręki.
Samochód zostawiamy przy kawiarni Quinta Levada do Rei. Za chwilę okazuje się, że bliżej szlaku jest dedykowany lewadzie parking. Ale nic to.
Po drodze mijamy rezerwuar wody zasilany lewadą i kilka budowli wyglądających tak, jakby też miały coś wspólnego z wodociągami.

Pierwsze wrażenie po wejściu na szlak - tropikalny ogród na bieżąco pielęgnowany przez ogrodnika. Sam kanał wygląda na o wiele nowszy niż w Caldeirão Verde.




Z czasem szlak się zwęża i zaczyna się robić bardziej dziko. Najbardziej charakterystycznym punktem szlaku jest wodospad spadający na ścieżkę. Wygląda poważnie, ale zbytnio nie moczy :)

Im bliżej końca, tym szlak robi się mroczniejszy. Zastanawia mnie trochę ta rura... Na transport wody chyba za cienka. Może jakieś przewody od czujników?

Ostatecznie dochodzimy do "Pięknej Rzeki", z której lewada wypływa. Nie zostaliśmy tu długo. Była już prawie 18:00, a przed nami ponad godzina drogi powrotnej.

