Relacja z Madery - Dzień 6
Tego dnia wybraliśmy się na północno-zachodnią część wyspy, która okazała się prawdziwym kalejdoskopem ciekawych i klimatycznych miejsc. To tu, jak nigdzie indziej, zatrzymywaliśmy się w nieplanowanych wcześniej miejscach, by podziwiać kolejne niesamowite widoki.
Można zdać się na przypadek, jak my, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że warto tych miejsc wcześniej poszukać. Chociażby na mapach Googla. Punktów widokowych jest sporo, ale jeżeli nie są akurat przy drodze, którą jedziemy, nijak ich nie zauważymy.
Miradouro do Véu da Noiva
Czyli punkt widokowy na welon panny młodej. "Welon" to wodospad, wypływający z prawie pionowej ściany i spadający wprost do oceanu. Zresztą, co ja będę tłumaczył, poniżej są zdjęcia ;-).
Punkt znajduje się tuż przy drodze nr ER101, a zatrzymujemy się tu tylko dlatego, że widzimy zachęcająco wyglądający parking.

Oprócz wodospadu, możemy się tu z bliska przyjrzeć strelicjom królewskim, czyli kwiatom przypominającym trochę ptaki. To jeden z symboli Madery.
Patrząc na zdjęcia z wodospadem, zwrócicie też uwagę na poziomy uskok ciągnący się wzdłuż brzegu. To pozostałość po starej drodze. Zanim wybudowano ekspresówki, to po niej odbywał się normalny ruch. Brrr. Do tych porzuconych dróg jeszcze wrócę, na koniec dnia.


I jeszcze krótkie nagranie.
Dziwaczne wawrzyny maderskie nieopodal Fanal
Drzewa te występują na wyspie powszechnie, ale koło leśniczówki Fanal jest rozległa łąka, gdzie robią one wyjątkowe wrażenie.
Domyślam się, że ciekawe kształty drzew są wynikiem często wiejących w tym miejscu wiatrów.



Tak naprawdę, w tym miejscu zatrzymujemy się sądząc, że to już leśniczówka Fanal, do której zmierzamy. Dopiero para turystów błąkająca się po okolicy uświadamia nas, że musimy podjechać jeszcze kilkaset metrów. Tak też robimy.
Straszny las - z Fanal do Fio
Płaskowyż w okolicy Fanal jest znany z tego, że przez większość dni w roku otula go gęsta mgła. Wiedząc o tym, sceptycznie podchodziłem do przyjazdu w to miejsce. Okazało się jednak, że relatywnie kiepskie warunki pogodowe nie przeszkodziły mi w cieszeniu się wędrówką. Mało tego, spacer przez zasnuty mgłą las to jedno z najciekawszych wspomnień z Madery. Niesamowity klimat, a wręcz atmosfera grozy... to nie jest coś, co na wakacjach zdarza się co dzień. Warto skorzystać ;)
Szlak ma długość około 4.5 km, pokonaliśmy go w półtorej godziny. Punkt początkowy i końcowy trasy to leśniczówka Fanal. Sama leśniczówka nie ma nic do zaoferowania (ni kawiarni, ni kibelków), więc bez zbędnej zwłoki ruszamy we mgliste nieznane.

Początkowy odcinek szlaku przebiega przez otwartą przestrzeń. Widoczność była bardzo mała. Musimy uważać, żeby się nawzajem nie pogubić. Jest też pewien problem ze "znalezieniem" szlaku, ale to już wina braku oznaczeń.

Po kilkunastu minutach wchodzimy do zapowiadanego, strasznego lasu.


Przy okazji - moje podejście do horrorów.
Po wyjściu z lasu przechodzimy jeszcze kawałek i docieramy do celu tej wyprawy, punktu widokowego w Fio. Z wysokości 1100 m n.p.m. roztacza się wspaniały widok na dolinę Ribeira do Seixal. Nawet przy takiej pogodzie.

Dotarcie tu z leśniczówki zajęło nam około 40 minut. Maszt i liny są pozostałościami starego dźwigu towarowego łączącego to miejsce z dnem doliny.

Po posiłku ruszamy do kolejnego punktu widokowego.


Następnie wracamy do leśniczówki. Po drodze mijamy stado sympatycznych krówek.

Miradouro of Eira da Achada
To kolejny, napotkany przez nas przypadkiem punkt widokowy. Tym razem nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że warto się zatrzymać. Niewielki parking był zatłoczony, a wokół kręciło się sporo ludzi.


Ribeira Da Janela - plaża
Plaży w miejscowości Ribeira Da Janela też nie planowaliśmy odwiedzać. Znaleźliśmy się w jej pobliżu szukając... toalety.

Te dwie samotne, wyrastające na kilkadziesiąt metrów z oceanu skały, to Ilheus da Rib (po lewej) i Ilheus da Janela (po prawej). Wg Google Translatora, nazwy te oznaczają "wysepki żebrowe" i "wysepki okienne".

Na skałach w pobliżu plaży znajduje się kapliczka Matki Boskiej.


Porto Moniz
Na tle innych mijanych tego dnia wiosek i miasteczek, Porto Moniz wręcz tętni turystycznym życiem. Magnesem przyciągającym tłumy są naturalne baseny.
Baseny zlokalizowane są wśród wulkanicznych skał na wybrzeżu. Ludzie dobudowali między tymi skałami murki i podesty, które sprawiają, że baseny są położone wyżej niż poziom oceanu. Dzięki temu pozostają spokojne nawet przy sporych falach. A przy tym, woda w nich na bieżąco krąży - wpływając z jednej, a wypływając z drugiej strony.
W basenach tym można się oczywiście kąpać, ale za naszej bytności, chętnych nie ma zbyt wielu. Zapewne ze względu na temperaturę.




Jak baseny wyglądają od środka, możesz zobaczyć na tym filmiku.
Powyższe baseny są darmowe. Nieco dalej znajduje się drugi basen. Płatny, ale i bardziej "cywilizowany".


Z braku czasy i ochoty my się nie kąpiemy. Jemy obiad i ruszamy dalej. W górę.




Levada da Central - zimny prysznic
Lewada ta jest poprowadzona brzegiem doliny rzeki Ribeira da Janela (najdłuższa rzeka na wyspie). Wędrując szlakiem można więc podziwiać dolinę. Początkowo oglądamy jej zurbanizowany fragment ze stworzonymi przez ludzi tarasami, potem podziwia się dżunglę. Serio, porośnięta drzewami dolina przywodzi na myśl amerykańskie filmy z akcją osadzoną w Wietnamie. Poza tym, na trasie jest kilka ciekawych miejsc, a szlak jest dobrze utrzymany i wygodny.
Trasa, w tę i z powrotem, liczy 12 kilometrów. My, z naszym dość szybkim tempem, przeszliśmy ją w 3 godziny i 40 minut.
Początek szlaku przebiega przez tereny wręcz piknikowe.







Po niecałej godzinie napotykamy coś, co wygląda jak element wciągarki. Z prawej strony najprawdopodobniej podłączało się przenośny silnik. Urządzenie wygląda na dawno nieużywane. Także stok doliny w tym miejscu nie wygląda, jakby coś po nim wciągano. Jest całkiem zarośnięty.


Idziemy dalej, a szlak robi się coraz mroczniejszy. Z jednej strony wysokie skały, z drugiej las. Do tego innych turystów spotykamy rzadko.


Mija półtorej godziny, a my dochodzimy do najbardziej charakterystycznego miejsca na szlaku - zadaszenia, które chroni przed okresowo tu występującymi wodospadami.



Po kolejnych 15 minutach dochodzimy do pompowni, która była celem naszej wędrówki. Choć można wędrować dalej. Szlakiem można dojść aż do Rabacal (gdzie byliśmy czwartego dnia), ale warunki na szlaku mogą być trudne (wilgoć). Jest też tam tunel o długości 2 kilometrów!

Wracamy. Po drodze biorę krótki prysznic ;-)

Stara droga
Wracając, opuszczamy na chwilę drogę ekspresową, by zobaczyć wyłączony z normalnego ruchu kawałek starej drogi.
Odcinków starej drogi jest kilka, ale nie na wszystkie można wjechać. A wjeżdżając na dostępne, robi się to na własną odpowiedzialność. Należy się liczyć z kamieniami leżącymi na asfalcie i odrywającymi się od zbocza.
Generalnie, wjazdy na te stare odcinki znajdują się po północnej stronie drogi głównej. Jest więc wygodniej i bezpieczniej wjeżdżać na nie jadąc na zachód. My zrobiliśmy dokładnie na odwrót. Ale tak to jest, jak plan zwiedzania powstaje w locie ;-)



Zupełnie inny świat. Ekspresówką pokonalibyśmy ten odcinek kilka razy szybciej.
